Szpitalne realia.

Szpitalne realia.

Bardzo współczuję rodzicom, których szpital jest drugim domem. Podziwiam ich i ich dzieci za siłę i to w jakim sposób znoszą pobyt w tym miejscu. Myśląc o tym wczoraj, zrobiło mi się głupio, gdy prawie poryczałam się przez to, że trzeci dzień próbowałam „złapać” Poli mocz. Bez tego nie było szans na wyjście do domu. Trafiłyśmy do szpitala trzeci raz w ciągu pięciu miesięcy. Tym razem rota wirus, ale na szczęście o bardzo łagodnym przebiegu. Nie znoszę szpitali, jak każdy rodzic, ale tego zakaźnego, już w szczególności. Zawsze obawiam się, że do domu wrócimy z czym jeszcze.

Sam pobyt w szpitalu należy do wątpliwych przyjemności. Nie dość, że martwisz się o dziecko, to perspektywa ponownych wkłuć, płaczu, ciężkich nocek i tego, co po szpitalu załamuje. Dla nas jest to więzienie, w zakaźnym nie ma szans nawet na spacer po korytarzu (co akurat zrozumiałe), dzieci zaczynają wariować, a my wraz z nimi.

Najgorszy jest jednak brak spokoju i intymności. Nikogo nie obchodzi, że te maluchy, dla których szpital jest sam w sobie mocno stresującą sytuacją, śpią i potrzebują spokoju, namiastki tego, co mają w domu. Każdy wchodzi jak do obory, nie ważne, czy to środek nocy, czy drzemka w ciągu dnia. Do tego stukanie drzwiami, stojakami i czymkolwiek się da. Rano ekipa sprzątająca to samo, nie ich dzieci, więc w dupie to mają, każdy dba o swoją, a robota musi się zrobić ;/ To denerwuje mnie najbardziej. O ile rozumiem, że są różne dzieci, często, gdy moje zasypia, inne zaczyna płakać, o tyle personelu szpitala nie zrozumiem…

Szpital opuściliśmy na własne żądanie. Wszystkie wyniki w normie, brak biegunek, wymiotów, ale Pola podobno za mało piła. Piła tak samo, jak w domu, apetyt miała wręcz wilczy. Szalę goryczy przelało przebąkiwanie o antybiotyku na kaszel, którego nabawiła się właśnie tam. Byłby to nasz szósty, w ciągu pięciu miesięcy, na co zgodzić się nie chciałam. Dobija mnie ta wizja jedynej drogi leczenia-antybiotykami. Spakowałam manatki i ruszyłyśmy do domu. W domu syrop z cebuli, inhalacje, witaminy i jest poprawa. Nie demonizując służby zdrowia, naprawdę zaczynam tracić wiarę w pediatrów, zwłaszcza, gdy na wizycie u jednego z bardziej cenionych lekarzy w naszym mieście, usłyszałam, że lekarstwem na częste choroby Poli są wszystkie możliwe szczepionki. Miesiąc po przebytej ospie ;/ Żadnej dyskusji, skasowanie za wizytę i wróćcie po szczepionki :>

Coraz bardziej rozważamy opcję niani. Głównie z tego względu, by wzmocnić odporność Poczwarki, a co utrudnia żłobek. Mam zamiar przeżyć zimę bez antybiotyków, a przynajmniej bez tylu. Nadal nie zaszczepiłyśmy się na mmr, bo Pola wciąż choruje, ma permanentny katar. Ale już jest poprawa, nie kończy się on zapaleniem ucha.

Jak Wy walczycie z chorobami? Jak wzmacniacie odporność maluszków, zwłaszcza przed sezonem jesień/zima? Nie mamy zamiaru wracać już do szpitala, zwłaszcza, że zawsze po takim pobycie, Polinka musi odreagować. Mówię stanowcze NIE antybiotykoterapii w leczeniu schorzeń, gdzie można poradzić sobie w inny, łagodniejszy sposób. Pani doktor oczywiście obraziła się na nas, ale czułam, że w tym momencie wiem, co dla mojego dziecka lepsze, mimo, że daleka jestem od podważania czyiś kompetencji. A niestety lekarze często tak odbierają nasze sugestie, pytania, wątpliwości. Wystarczyłaby rozmowa, zamiast zbywanie…Tak więc jesteśmy na etapie poszukiwania pediatry z powołania. Trzymajcie kciuki! Udanej niedzieli!

Pola

Alicja

szpitalne realia-00 szpitalne realia-02 szpitalne realia-03 szpitalne realia-04 szpitalne realia-05 szpitalne realia-06 szpitalne realia-08 szpitalne realia-09 szpitalne realia-10 szpitalne realia-11 szpitalne realia-12 szpitalne realia-13 szpitalne realia-14 szpitalne realia-15 szpitalne realia-16 szpitalne realia-17 szpitalne realia-18 szpitalne realia-19

There are 20 comments for this article
  1. Mama notuje at 19:42

    Ja też jestem przeciwna podawaniu dzieciom mocnych leków a szczególnie antybiotyków. A lekarze niestety szastaja nimi jakby to były cukierki. U nas na szczęście jak dotąd wszystko ok ale może po prostu mamy szczęście.

    • Lumpsterka Author at 21:22

      Trzymam za Was kciuki, by nadal było tak zdrowo :) Mi ręce opadają przez lekarzy na jakich trafiamy :(

  2. Matko Zabawko at 13:24

    Witamina C, syrop z cebuli i jeszcze rozgnieciony czosnek np w pończoszce powieszony przy łóżku dziecka.
    Niestety pediatrzy teraz chyba stracili rozumy…wszyscy tylko szczepić i szczepić. Nawet zasmarkane dziecko zaszczepią, bo powiedzą „to tylko katar”.

    • Lumpsterka Author at 16:36

      U nas tak samo, przypomniałaś mi o tym czosnku, najlepsza inhalacja :) i najbardziej śmierdząca chyba :p ja z katarem na szczepienie nawet nie idę, ale wiem, że tak niestety się zdarza ;/

  3. Zuzanna Szulist at 20:38

    Strasznie Was doświadcza. :( Mam to ogromne szczęście, że Róża jeszcze nigdy nie była chora, nawet na katar. Od września idzie do żłobka i strasznie boje się o te wszystkie zarazki, mam nadzieję, że jakoś to będzie. U Was też się od żłobka zaczęło, nie?

    • Lumpsterka Author at 22:57

      U Poli w żłobku są dzieci, które nie chorują aż tak często jak ona. Polcia w swojej grupie ma chyba najniższą frekwencję, do roku było pięknie, a od żłobka, tak jak piszesz, ciągle coś. Po pierwszym tygodniu wylądowałyśmy w szpitalu ;/ ale też zupełnie niepotrzebnie, bo nikt nie wpadł na to, że miała zapalenie ucha, po trzech dniach pobytu w zakaźnym wyszło szydło z worka, a tydzień z życia wycięty ;/ Trzymam za Was kciuki :)

  4. momenty z życia at 22:19

    Współczuję Wam tych wizyt w szpitalu bo warunki w nich są fatalne. Najgorsze, ze dzieci z zapaleniem płuc leżą na jednej sali z rotawirusem – gdzie tu ludzki rozsądek?

    • Lumpsterka Author at 22:55

      Za pierwszym razem, gdy Pola leżała tam właśnie z zapaleniem ucha, dołączyli nam do sali dziewczynkę z rota, na ostatnie dwa dni ;/ Myślałam, że się poryczę….

  5. Agata - mama Donka at 21:30

    Co za patologia na tym zakaźnym … masakra ! Ja tam byłam dwa razy w życiu – u mojej pierwszej „miłości” w odwiedzinach i jak mnie pszczoła walnęła ale odesłali mnie na sygnale do dziecięcego (miesiąc przed 18 urodzinami leżałam na oddziale z 12 latkami :P )
    Jeny jak ja dawno nie byłam na Wyspie Młyńskiej … noo już ze 3 lata…
    świetnie wyglądacie, zdrowia zdrowia i jeszcze raz zdrowia !
    ( to co masz na głowie to jakoś się nazywa ? )

    • Lumpsterka Author at 22:56

      Agata, to dawaj na Młyńską, wreszcie wieczorek zapoznawczy będzie, a nie tylko po Focusach się rozbijasz :p a opaskę kupiłam lata świetlne temu w Lokah? tak się ten sklep nazywa chyba, na Dworcowej jest :)

  6. TutajMamy at 12:51

    Ja mam tak, że każda choroba czy nawet przeziębienie mojego dziecka wyprowadza mnie z równowagi. Nie mówię tu, oczywiście, o złości, ale bardziej o niemocy i bezsilności. Moge podać leki, trzymać za rekę, głaskać po główce, ale nie moge zabrać choroby a to najchetniej zrobiłabym. Zuza

    • Lumpsterka Author at 07:01

      Wiem, o czym mówisz. Nigdy nie zapomnę, jak podczas pierwszej poważnej choroby Polcia wyglądała jak nie ona :( taka przygaszona, buźka zupełnie inna, straszny widok.

  7. Agnieszka P at 17:03

    Jak każdy rodzic nie lubię szpitali. Byłyśmy tam na szczęście tylko raz jak Mała miała 10 dni (wymioty, które okazały się przekarmieniem ;) ). Później w wieku 3 miesięcy przechodziłyśmy ZUM, ale już w domu. Pobyt w szpitalu wspominam okropnie. Choć dziecko wymiotowało tylko raz i to w domu (kazali nam i tak przyjechać a wiadomo młoda mama słucha lekarzy) to przez cały czas ją głodzili(20 ml mleka co 3 godz), nie mogłam na to patrzeć. Wyniki miała w super normie, apetyt też, a oni nas nie chceli puścić. Podobno jak nie przetrzymają 3 dni to nie ma refundacji (plotka, czy nie?). Lekarze w szpitalu na wszystko dają antybiotyk i na wszystko mają swoje tabelki. I mimo, że karmienie piersią jest na żądanie liczyli mi ile mam jej dawać mleka po powrocie do domu wg jakiegoś wzoru matematycznego. Jeśli chodzi o antybiotyki to dla mnie ostateczność. Wszystko zależy od lekarza. Nasza pani pediatra leczyła także mnie i pierwszy antybiotyk w życiu zażyłam w wieku 22 lat. Zawsze szuka rozwiązania i daje rady takie, aby uniknąć rozprzestrzeniania się choroby. I tak jeszcze myślę, jak nasze pokolenie chorowało to mało kto trafiał do szpitala, a teraz chyba ze wszystkim wysyłają i pakują te antybiotyki. Czy tylko mi się wydaje? Pozdrawiam i zdrowia życzę :)

  8. madame B at 07:28

    Niestety szpitale są tragiczne!
    A co do odporności proponuję dawać do picia czystek. Mogą pić go niemowlęta… Trzeba go pić trochę dłużej i regularnie (jak to zioła), ale warto. Samo zdrowie + odporność.

  9. Grzegorz Szymański at 19:36

    Służba zdrowia w Polsce jest w totalnej rozsypce. Nie sądziłem, że jest aż tak źle dopóki nie przyszło mi przekonać się o tym na własnej skórze. Czas oczekiwania na zabiegi rehabilitacyjne: 4 miesiące. Podziękowałem oczywiście i zapisałem się prywatnie.

  10. Jo at 22:23

    My mamy za sobą 10 dni w szpitalu z trzymiesięczniakiem … strasznie wspolczułam tym biedaków które rozpiera energia a do dyspozycji pokoik 3x5m dla 4os (2 mamy, 2je dzieci) obyśmy nie musiały tam wracać …

    Co do odporności to sama szukam sposobu. Pediatra poleca Bioaron przez całą jesień 2tyg brać. .. 2 tyg przerwa …

    U nas ostatnie szczepienie skończyłódź się 6tyg choroby wirusowej (katar, kaszel) :/ i kazali nam leczyć się Bioaron+ Cebion+ Flegamina

    Ps. Ponoć też kiepskie żelazo wpływa na odporność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *